Być w sobie, sobą i ze sobą

Każdy z nas doświadcza w swoim życiu trudnych, niekiedy wręcz nie do zniesienia momentów. Tak, życie stawia przed nami różne wyzwania, którym musimy stawić czoła. To znaczy, czoła możemy stawić, ale nie musimy… Najłatwiej przecież uciec, zapomnieć, czy tam zapić… Cokolwiek… Żeby tylko nie czuć, żeby nie bolało… Bo już kiedyś musiało w podobnym momencie zaboleć, a teraz nasz mądry mechanizm chroni nas przed tym rozdrapaniem starej rany. Po to uciekamy… Żeby nie cierpieć! Żeby to małe dziecko w ciele dorosłego człowieka nie musiało znów cierpieć.

 

A co jeśli nie uciekniemy, chcemy zobaczyć tę jątrzącą się ranę?

Trzeba poczuć siebie. Nie uciekać: być sobą i być ze sobą. Być dla siebie dobrym. Trzymać siebie za rękę i prowadzić. I pozwolić, niech aż ciało zaboli z cierpienia, niech wybrzmi to, co zastałe. I czuć, niech puszcza powoli. Dać sobie czas. I być. Czuć siebie, kawałek po kawałku. Widzieć, jasne przestrzenie w sobie. Im bardziej jesteś w sobie, tym bardziej stajesz się sobą, takim prawdziwym ja, nie jakimiś nakładkami, które oddzielają od siebie. Im bardziej poczujesz, tym mocniej się osadzasz w ciele. I wtedy puść. I będzie już spokojnie!