My, siłaczki…

My, siłaczki XXI wieku… Chcemy dźwigać, udowadniać, nie poddawać się, walczyć i pokazywać, że nie potrzebujemy wsparcia, opieki i troski… Czas zapełniamy jogą, basenem, kolejnymi kursami i dalej brniemy w głębokie przeświadczenie, że nasze życie jest tak zajebiste, że wcale nie potrzebujemy silnych ramion, dobrej rady i po prostu bliskości.

Mamy w sobie wielkiego wkur…, że faceci są niewystarczający, że za mało ich dla nas, że nie robią tego, czego my pragniemy, że nie spełniają oczekiwań.

Ale tutaj wcale nie chodzi o nich! Bo jeśli my nie chcemy od nich przyjmować, nie chcemy im pokazać naszej słabości ukrytej pod kilagramami tapety i perfekcyjnym wyglądem, odrzucamy ich, wówczas nic się nie zmieni. To nasza praca do wykonania nad sobą. Musimy uzdrowić bagaż, który dostałyśmy od naszych nieszczęśliwych mam, babć, prababć. One mają swoją historię, nie musimy powielać przez kolejne pokolenia ich trudnych doświadczeń i tego samego uczyć swoich córek.

Trzeba ściągnąć kolejne maski i poczuć ten głęboki zamrożony ból, który kryje w sobie wielki żal, lęk i samotność. Te emocje to tak naprawdę emocje naszych babć. To ich wkurzenie na faceta, którego nie było przy nich, nie nasze… Czyż nie szkoda życia na to, tylko po, zeby byc lojalną wobec ich cierpienia?

Co możesz na dziś zrobić?

Popatrz z serca na niego i poczuj słowa: Przyjmuję Cię do swojego serca takiego, jakim jesteś.